Śnieg już może padać

Zadaszenie nad wejściem do domu i do piwnicy ma już pokrycie. Konstrukcja stoi, na głowę już nie pada. Chociaż nie mogę powiedzieć, że konstrukcja skończona. Brakuje jeszcze rynny i ścianek z przeszkleniem, żeby przy zamieciach śnieg prosto pod drzwi nie podfruwał. Ale tak zwyczajnie, tak prosto z góry, padać może. Czekamy na białe podwórko, córa … Czytaj dalej Śnieg już może padać

Szlaczki w liczbach

Jakieś nieco ponad dwa tygodnie temu, zaczynając przygodę, którą nazwałam „szykowanie drewna na zimę”, przyszło mi przez myśl, że pewnie do zimy sowich planów nie skończę. Bo i zamiary wielkie i wieczory króciutkie. I tak wyszło, że zaczęłam liczyć, by na koniec sprawdzić ileż to mi to wszystko zajęło. I wczoraj z wielką satysfakcją ujrzałam stojącą … Czytaj dalej Szlaczki w liczbach

Wieczorne ciesielstwo

Dzień już króciutki, a od jutra jeszcze krótszy. Pogoda coraz smutniejsza. Biorę zatem to co jest, jak jest dane. W niektóre wieczory udaje mi się mieć „władzę” nad drewnem, choć czasami wydaje mi się, że jest odwrotnie.  A i zdarza się wolna sobota. W te momenty, ostatnio docięłam kilka bali. Nawet takich całkiem okazałych. Spędziłam też … Czytaj dalej Wieczorne ciesielstwo

Łapanie drewnianych chwil

I klops! Z tym czasem. Zamiast czasu jest niedoczas. Mam go całe mnóstwo. Piętrzą się zawodowe problemy. Na drewno kradnę chwile. Pół godziny tu, pół godziny tam. I jak na razie nazbierałam tyle, że udało mi się na trzech słupach naciąć szczeliny na mocowanie podstawy. Ponieważ cięcie jest głębokie i na całkiem dużej szerokości, to … Czytaj dalej Łapanie drewnianych chwil

Kuchnia w pół kroku

innymi słowy: na półmetku. Stare deski świetnie się spisują. Półek też jest chyba wystarczająca ilość. Póki co, wszystko mi się zmieściło. Zostały jeszcze do zrobienia drzwiczki, szuflady, blat jakby barowy i szafka wieńcząca jeden z boków blatu. Niby już niewiele, ale jeśli chodzi o pracochłonność, to jeszcze drugie tyle. Sama jestem ciekawa, kiedy się za … Czytaj dalej Kuchnia w pół kroku